Stach Szabłowski

Muza i wena

Wystarczy kilka osób, a często tylko jeden człowiek, żeby zbudować cały świat. Autorzy filmów dokumentalnych prezentowanych w sekcji „Muza i wena” przyglądają się takim właśnie ludziom. Filmy służą za klucze do światów, które stworzyli artyści.

Wśród bohaterów „Muzy i weny” jest wielu ludzi słowa; bohaterami filmów stają się pisarze, filozofowie, dramaturdzy. To ważne, że kino wsłuchuje się w ich głosy; mowa tu o autorach, których teksty służą za przewodniki po naszych pełnych zamętu czasach.

W wyreżyserowanym przez Yorama Rona filmie Nieobecny Bóg zbliżamy się do postaci Emmanuela Levinasa, jednego z najbardziej niekonwencjonalnych filozofów XX wieku. Levinas, francuski myśliciel o litewsko-żydowskich korzeniach, przerzucał mosty między racjonalistyczną myślą Zachodu a mądrością Talmudu; na przecięciu tych dwóch tradycji szukał etyki, która na przekór zawieruchom współczesności mogłaby ocalić ludzkość przed złem.
Fascynującą historię ma do opowiedzenia Ross Lipman w dokumentalnym eseju NIE FILM. Jej bohaterem jest Samuel Beckett, jeden z największych dramaturgów XX wieku. Na początku lat 60. ubiegłego wieku będący u szczytu sławy pisarz, który już wkrótce miał odebrać literacką nagrodę Nobla, postanowił zaspokoić swoją długoletnią fascynację kinem i nakręcić film. Na odtwórcę głównej roli wybrał legendę niemej kinematografii i slapsticku – Bustera Keatona. Lipman pieczołowicie odtwarza dzieje współpracy tych dwóch twórców: obaj byli genialni, ale każdy na inny sposób. Znajdowali się także w skrajnie odmiennych punktach swojej drogi twórczej. Beckett płynął na fali powodzenia, ale w kinie był nowicjuszem, stawiał pierwsze kroki. Sędziwy Keaton miał już właściwie wszystko za sobą, tonął w długach, umierał, ale o kinie wiedział wszystko – był przecież jednym z jego pionierów.

Film Muzeum niewinności wprowadza nas w świat tureckiego noblisty Orhana Pamuka. Tym światem jest ukochany przez pisarza Stambuł, ale zarazem przestrzeń wspomnień, w której wyobrażenie miasta miesza się z pamięcią osobistą i literacką fikcją. Bramą do tej wielowymiarowej rzeczywistości jest Muzeum Niewinności, miejsce, które najpierw powstało na kartach wydanej w 2008 roku powieści pod tym samym tytułem, a cztery lata później zaistniało w jednym z zaułków metropolii nad Bosforem. Muzeum Niewinności, którego powstanie Pamuk sfinansował w dużej części z pieniędzy z nagrody Nobla, to przestrzeń, w której zaciera się granica między literaturą i rzeczywistością.

W filmie Pory roku w Quincy: cztery portrety Johna Bergera kultowa brytyjska aktorka Tilda Swinton staje pod drugiej stronie kamery, aby opowiedzieć o swoim przyjacielu i mentorze – Johnie Bergerze. Ten malarz, krytyk sztuki i powieściopisarz to w brytyjskiej kulturze człowiek-instytucja. Swinton i zespół zaproszonych przez nią do współpracy filmowców w czterech eksperymentalnych etiudach w porywający sposób pokazują wielowymiarowość i wszechstronność Bergera. To ciepły, momentami wzruszający i zaskakujący formalnie film o intelektualiście, który dobiegając dziewięćdziesiątki wciąż z pasją angażuje się w debaty o współczesności i dyskusje o polityce do białego rana. To także film o artyście, którego wiara w twórczość jest niezachwiana. I wreszcie film o człowieku, który w jesieni życia mierzy się odważnie ze starością, odkrywając dla siebie i dla nas naturę, rytm pór roku, mądrość zwierząt i urodę świata.

Beckett kręcący film, inspirujący artystów Levinas, Berger z równym zaangażowaniem biorący udział w życiu intelektualnym i życiu zwierząt, Pamuk ożywiający fikcyjne miejsce ze swojej powieści – to wszystko historie o pisarzach, ale takich, którzy nie mieszczą się w ramach literatury i filozofii. Twórcy pracujący na skrzyżowaniach różnych dyscyplin, znoszący rozróżnienie między sztuką i życiem to jeden z motywów przewodnich całej sekcji „Muza i wena”. Takimi artystami są bez wątpienia bohaterowie filmu Pozostając w cieniu – członkowie zespołu The Residents. Działają już blisko pół wieku, a jednak do dziś ich tożsamość pozostaje pilnie strzeżoną tajemnicą. Występują wyłącznie zamaskowani; a muzyka jest dla nich punktem wyjścia do artystycznego projektu totalnego z pogranicza muzycznej alternatywy, teatru i sztuk wizualnych. Pozostając w cieniu nie rozwiązuje zagadki tożsamości The Residents, ale wciąga widza w genialne szaleństwo ich niekończącej się awangardowej maskarady.
Niewidzialne. Istota patrzenia to jeden z tych filmów, które wykraczają bardzo daleko poza ramy tradycyjnego filmu dokumentalnego. Jego autor, Dryden Goodwin, to genialny brytyjski rysownik, który od lat rozszerza granice tej dyscypliny, wychodząc w stronę multimediów, instalacji przestrzennych, projekcji. Teraz wkroczył do kina, aby stworzyć wizjonerski esej filmowy, którego bohaterem nie jest postać czy zjawisko, lecz ludzkie spojrzenie. Goodwin pokazuje fenomen patrzenia z własnej perspektywy – czyli z perspektywy rysownika – ale również z trzech innych, niekonwencjonalnych punktów widzenia: chirurga specjalizującego się w operacjach oczu, wpatrzonego w gwiazdy astronoma z NASA oraz prawniczki i działaczki praw człowieka, której misją jest „mieć oko” na niesprawiedliwość, tyranię i przejawy dyskryminacji.

Gardenia – zanim opadnie ostatnia kurtyna to opowieść o odwadze i spełnieniu. Reżyser Thomas Wallner przygląda się grupie weteranów belgijskiej sceny LGBT. Bohaterowie filmu, transseksualiści i drag queens, są w wieku emerytalnym, ale jeszcze raz wracają na scenę by wspólnie stworzyć muzyczne przedstawienie „Gardenia”. Objeżdżają z nim 25 krajów, dają ponad 200 występów. Każdy z performerów ma za sobą skomplikowany, nierzadko dramatyczny życiorys; w Gardenii znajdują wyzwolenie, które możliwe jest tylko przez sztukę.
Gardenia – zanim opadnie ostatnia kurtyna to dokument, którego narracja rozgrywa się na dwóch planach; oba są fascynujące. Po pierwsze wkraczamy w surrealistyczne uniwersum późnośredniowiecznego flamandzkiego wizjonera, pokazane tak, jak nigdy wcześniej. Towarzyszymy grupie holenderskich historyków sztuki, którzy prowadzą zakrojony na ogromną skalę projekt badań nad sztuką Boscha; podglądamy ich przy pracy kiedy – dosłownie – prześwietlają każdy centymetr jego dzieł, odkrywają przegapione przez poprzedników detale, szukają rozwiązania zagadki. Równolegle ta sama grupa muzealników pracuje nad zorganizowaniem wielkiej wystawy jubileuszowej w rodzinnym mieście malarza, ’s-Hertogenbosch (wystawa trwa obecnie – jest ogromnym hitem). Na tym poziomie film zmienia się w muzealny thriller, który trzyma w napięciu jak prawdziwe kino sensacyjne. Mamy bowiem okazję zajrzeć za kulisy wielkich światowych muzeów, które okazują terytorium zaminowanym ambicjami dyrektorów i intrygami kuratorów. Świetne w holenderskim filmie jest zderzenie dwóch rzeczywistości: Bosch to genialne malarstwo, mistyka i duchowa zagadka, ale jednocześnie wielkie pieniądze i polityka. Tymczasem badacze, których tropem podążamy, dodatkowo potęgują napięcie stawiając niebezpieczne pytania: im głębiej wchodzą w twórczość mistrza, tym głośniej podnoszą niewygodną kwestię: czy na pewno wszystkie słynne dzieła Boscha wyszły spod jego ręki?

Światy stworzone przez bohaterów filmów z sekcji „Muza i wena” potrafią być od siebie tak odległe jak filozofia Levinasa i psychodeliczny karnawał The Residents. Jest jednak coś, co łączy te opowieści; to pochowała kreatywności, wiara w twórczość: jeden człowiek, który potrafi zbudować w pojedynkę mały świat daje nadzieję światu, w którym wszyscy żyjemy. Ciekawe przy tym, że tak wielu autorów filmów, które w tym roku oglądamy, kieruje kamerę na ludzi starych – i szuka odpowiedzi na ważne pytania u artystów znajdujących się u kresu swej drogi. Na przekór wszechobecnej kulturze młodości odkrywamy starość. John Berger z filmowego projektu Tildy Swinton, umierający Buster Keaton spotykający Becketta, performerzy-weterani z Gardenia – zanim opadnie ostatnia kurtyna, mierzący się z traumami XX wieku Emmanuel Levinas, niestrudzenie eksperymentujący od pół wieku zamaskowani artyści z The Residents, zafascynowany przestrzenią pamięci Orhan Pamuk – to wszystko postaci, które ukazują, że kreatywność nie przemija z wiekiem, a akumulacja doświadczeń i budowanej przez dziesiątki lat mądrości to bezcenny kapitał, z którego powinniśmy czerpać pełnymi garściami.

Stach Szabłowski – absolwentem Instytutu Historii Sztuki UW. Współpracownik Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie. Pisze o sztuce współczesnej w pismach: „Przekrój”, „Zwierciadło”, „Dziennik”, „Fluid”, „Newsweek”, „Obieg”, „K-Magazine” i „Architektura-Murator”. Kurator wielu wystaw i projektów.